Zewnętrzny dyrektor finansowy. Co realnie robi w firmie właścicielskiej?

Udostępnij artykuł:

Zewnętrzny dyrektor finansowy. Co realnie robi w firmie właścicielskiej?

Właściciel firmy rzadko budzi się rano z myślą: „potrzebuję zewnętrznego dyrektora finansowego”. Znacznie częściej problem wygląda inaczej. Sprzedaż rośnie, księgowość działa, podatki są rozliczone, ale nadal nie wiadomo, dlaczego na koncie jest mniej pieniędzy, niż wynikałoby z obrotu. Albo dlaczego największy klient robi świetną sprzedaż, a wynik firmy prawie się nie zmienia. Albo czy można zatrudnić kolejne trzy osoby bez dokładania sobie problemu za dwa miesiące.

Właśnie wtedy zaczyna brakować nie kolejnego raportu, tylko kogoś, kto połączy liczby z decyzjami właściciela. Księgowość może pokazać, co wydarzyło się w poprzednim miesiącu. Zewnętrzny dyrektor finansowy powinien pomóc odpowiedzieć na inne pytanie: co z tych liczb wynika dla firmy teraz?

To szczególnie częsta sytuacja w firmach właścicielskich, które urosły szybciej niż sposób zarządzania ich finansami. Klientów jest więcej, ludzi jest więcej, pojawiają się leasingi, zapasy, kredyty, dłuższe terminy płatności i coraz droższe decyzje. Właściciel nadal zna biznes świetnie, ale coraz trudniej trzymać wszystko w głowie.

Zewnętrzny dyrektor finansowy nie zastępuje księgowości

To rozróżnienie jest ważne, bo często słyszę: „Mam dobrą księgową, po co mi jeszcze dyrektor finansowy?”. Dobra księgowość jest potrzebna. Rozlicza podatki, księguje dokumenty, zamyka miesiąc, przygotowuje deklaracje i sprawozdania. Problem zaczyna się wtedy, gdy właściciel oczekuje od księgowości odpowiedzi na pytania, które nie są jej podstawowym zadaniem.

Jeśli firma ma zysk, ale brakuje pieniędzy, księgowość pokaże wynik. Zewnętrzny dyrektor finansowy powinien sprawdzić, gdzie utknęły pieniądze. Czy siedzą w należnościach? Czy zapas urósł szybciej niż sprzedaż? Czy firma daje klientom 60 dni na płatność, a dostawcom musi płacić po 14? Czy marża jest za niska, żeby finansować wzrost?

Podobnie jest ze sprzedażą. Raport może pokazywać wzrost o 20%, ale sama ta informacja niewiele mówi. Trzeba jeszcze wiedzieć, na których klientach, produktach albo zleceniach ten wzrost powstał i ile z niego zostało po kosztach. Jeżeli rosną głównie kontrakty o niższej marży albo klienci wymagający dużej liczby wyjątków, większy obrót nie musi oznaczać lepszego biznesu.

Różnica między księgowością a zarządzaniem finansami nie polega więc na tym, że jedno jest „lepsze” od drugiego. To dwa różne zadania. Księgowość mówi, co się wydarzyło i jak prawidłowo to rozliczyć. Dyrektor finansowy powinien pomóc właścicielowi zdecydować, co zrobić dalej.

Najpierw płynność: czy firma będzie miała z czego zapłacić za kilka tygodni?

W wielu firmach pierwszym obszarem, który trzeba uporządkować, jest płynność. Właściciel zna saldo konta, ale nie ma pewności, co stanie się za cztery, siedem albo dziesięć tygodni. Tymczasem właśnie wtedy mogą spotkać się wynagrodzenia, VAT, leasingi, duża płatność do dostawcy i opóźniony przelew od klienta.

Dlatego jednym z podstawowych narzędzi jest 13-tygodniowa prognoza płynności. Nie po to, żeby przewidzieć przyszłość co do złotówki. Chodzi o to, żeby problem zobaczyć wcześniej.

Załóżmy prosty przykład. Firma ma dziś 350 tys. zł na rachunkach i sytuacja wygląda spokojnie. Prognoza pokazuje jednak, że za sześć tygodni wypada łącznie 420 tys. zł większych płatności, a 180 tys. zł planowanych wpływów pochodzi od dwóch klientów, którzy regularnie płacą po terminie. Wtedy pytanie nie brzmi już: „czy mamy pieniądze?”. Brzmi: „co zrobimy teraz, żeby za sześć tygodni nie zabrakło nam 100 tys. zł?”.

To jest dla mnie jedna z najważniejszych różnic. Właściciel przestaje dowiadywać się o problemie z banku albo z telefonu od dostawcy. Zaczyna mieć czas na decyzję.

Drugi obszar to marża: gdzie firma naprawdę zarabia?

Właściciel zwykle wie, ile firma sprzedała. Znacznie rzadziej widzi w podobny sposób, ile naprawdę zostaje na poszczególnych klientach, produktach albo zleceniach. Właśnie tam często pojawiają się największe niespodzianki.

Duży klient może robić miliony obrotu i jednocześnie dostawać rabaty, długi termin płatności, specjalny transport, szybszą obsługę oraz wyjątki, których nikt nie dolicza do kosztu współpracy. Na raporcie sprzedażowym wygląda świetnie. Po policzeniu rentowności obraz może być zupełnie inny.

Dlatego zewnętrzny dyrektor finansowy powinien pomóc właścicielowi zobaczyć nie tylko przychód, ale także marżę pokrycia, rentowność klientów i zleceń oraz miejsca, w których firma oddaje wynik. Czasem problemem jest cena. Czasem rabaty. Czasem transport albo reklamacje. Czasem klient, który zajmuje kilka osób, choć na papierze wygląda na bardzo dobry kontrakt.

To właśnie w takim miejscu często pojawia się samodumping: firma sama zaczyna schodzić z marży pod presją wolumenu, wykorzystania mocy albo utrzymania dużego klienta. Sprzedaż nadal wygląda dobrze, ale coraz więcej pracy zostawia coraz mniej pieniędzy.

Raport ma prowadzić do decyzji, a nie kończyć rozmowę

Nie mam dużego sentymentu do raportów, których nikt później nie używa. Firma może mieć świetny dashboard, trzydzieści wskaźników i kolorowe wykresy, a właściciel nadal nie wiedzieć, czy powinien podnieść ceny, przyspieszyć windykację, zatrzymać inwestycję albo zmienić warunki z największym klientem.

Dobry raport zarządczy powinien odpowiadać na kilka konkretnych pytań. Ile pieniędzy będzie w firmie za kilka tygodni? Które należności są po terminie i kto odpowiada za ich odzyskanie? Które zobowiązania mogą stworzyć problem? Gdzie spada marża? Który klient albo zlecenie wymaga decyzji?

Nie chodzi o to, żeby właściciel codziennie analizował Excel. Chodzi o rytm. Raz w tygodniu albo raz na dwa tygodnie liczby powinny prowadzić do rozmowy o tym, co trzeba zrobić. Kto kontaktuje się z klientem? Którą płatność trzeba potwierdzić? Z którym dostawcą trzeba rozmawiać wcześniej? Który koszt wymaga decyzji?

Jeżeli po spotkaniu finansowym właściciel dostaje kolejną tabelę, ale nadal nie wie, co ma zrobić, to coś poszło nie tak.

Kiedy taka rola ma sens?

Nie każda firma potrzebuje zewnętrznego dyrektora finansowego. Jeśli biznes jest prosty, płynność jest przewidywalna, marże są dobrze znane, a właściciel ma potrzebne liczby pod ręką, dodatkowa warstwa zarządzania finansami może być niepotrzebna.

Sytuacja zmienia się wtedy, gdy firma rośnie, a właściciel coraz częściej musi podejmować decyzje finansowe na podstawie wyczucia. Czy można zatrudnić kolejne osoby? Czy firma udźwignie nowe auto albo maszynę? Czy duży kontrakt naprawdę poprawi wynik? Czy można dać klientowi dodatkowe 5% rabatu? Czy przy obecnym tempie wzrostu wystarczy pieniędzy na finansowanie należności i zapasów?

To właśnie jest moment, w którym pełnoetatowy dyrektor finansowy może być jeszcze zbyt dużym rozwiązaniem, ale brak tej kompetencji zaczyna kosztować. Zewnętrzny dyrektor finansowy daje wtedy firmie dostęp do tej roli bez konieczności budowania całego stanowiska i działu.

Nie chodzi też o liczbę godzin spędzonych w firmie. Jeśli współpraca działa dobrze, jej wartość nie polega na obecności przez pięć dni w tygodniu. Polega na tym, że właściciel szybciej widzi problem, lepiej rozumie konsekwencje swoich decyzji i nie dowiaduje się o nich dopiero po zamknięciu miesiąca.

Czego nie powinien robić zewnętrzny dyrektor finansowy

Nie powinien budować controllingu tylko dlatego, że potrafi. Nie powinien zasypywać właściciela wskaźnikami ani mówić językiem, który dobrze brzmi na prezentacji, ale nie pomaga w prowadzeniu firmy. Nie powinien również próbować zastępować przedsiębiorcy w decyzjach operacyjnych.

Jego rolą jest raczej dołożyć do doświadczenia właściciela liczby, których wcześniej brakowało. Pokazać, że klient robiący 25% obrotu zostawia tylko 10% marży firmy. Zobaczyć, że za siedem tygodni może pojawić się luka płynnościowa. Policzyć, że zatrudnienie kolejnej osoby przy danej marży wymaga określonej dodatkowej sprzedaży. Zwrócić uwagę, że wzrost, który wygląda świetnie w przychodach, zaczyna być finansowany kredytem i coraz dłuższymi należnościami.

Właściciel nadal prowadzi firmę. Po prostu podejmuje decyzję, widząc więcej.

Zewnętrzny dyrektor finansowy jako etap rozwoju firmy

W wielu firmach przychodzi moment, w którym dotychczasowy sposób zarządzania finansami przestaje wystarczać. Nie dlatego, że właściciel nagle gorzej zna swój biznes. Wręcz przeciwnie. Biznes po prostu stał się większy: więcej klientów, więcej wyjątków, większe zobowiązania, większe ryzyko i droższe błędy.

Zewnętrzny dyrektor finansowy może być wtedy rozwiązaniem pośrednim. Firma nie musi od razu budować pełnego działu finansowego, ale dostaje kompetencję, której wcześniej brakowało. Kogoś, kto regularnie patrzy na płynność, marżę, należności, zobowiązania i wynik z perspektywy decyzji właściciela.

Najlepszy efekt nie pojawia się po jednorazowej analizie. Finanse wymagają rytmu. Trzeba wracać do płynności, marży i decyzji regularnie, bo firma zmienia się co tydzień. Nowy klient, opóźniony przelew, duży zakup albo kolejny rabat mogą zmienić obraz szybciej, niż pokaże to miesięczne zamknięcie księgowe.

Zewnętrzny dyrektor finansowy nie jest potrzebny po to, żeby firma miała bardziej elegancki raport. Jest potrzebny wtedy, gdy właściciel chce wcześniej wiedzieć, gdzie firma zarabia, gdzie traci pieniądze i jakie konsekwencje finansowe mają decyzje, które podejmuje dzisiaj.

Najczęściej zadawane pytania

Co robi zewnętrzny dyrektor finansowy?

Zewnętrzny dyrektor finansowy pomaga właścicielowi zarządzać płynnością, marżą, rentownością, należnościami, zobowiązaniami i raportowaniem zarządczym. Jego zadaniem nie jest samo przygotowanie danych, ale przełożenie ich na decyzje dotyczące firmy.

Czym zewnętrzny dyrektor finansowy różni się od księgowej?

Księgowość odpowiada przede wszystkim za prawidłowe ujęcie zdarzeń gospodarczych, podatki, dokumenty i sprawozdawczość. Zewnętrzny dyrektor finansowy korzysta z tych danych, ale patrzy na przyszłość: płynność, marżę, inwestycje, klientów i decyzje właściciela.

Kiedy firma potrzebuje zewnętrznego dyrektora finansowego?

Najczęściej wtedy, gdy firma jest już zbyt złożona, żeby zarządzać finansami wyłącznie na podstawie salda konta i miesięcznych wyników, ale nie potrzebuje jeszcze pełnoetatowego dyrektora finansowego. Sygnałem może być nieprzewidywalna płynność, brak informacji o rentowności klientów, rosnąca sprzedaż bez poprawy wyniku albo coraz droższe decyzje podejmowane na wyczucie.

Czy zewnętrzny dyrektor finansowy musi pracować w firmie codziennie?

Nie. W firmach MŚP często wystarczy regularny rytm współpracy oparty na przygotowanych danych, analizie płynności, marży i konkretnych decyzjach. Zakres pracy powinien wynikać z potrzeb firmy, a nie z konieczności wypełnienia pełnego etatu.

Czy zewnętrzny dyrektor finansowy zastępuje właściciela w podejmowaniu decyzji?

Nie. Właściciel nadal podejmuje decyzje. Rolą dyrektora finansowego jest dostarczyć mu lepszy obraz finansowy, pokazać konsekwencje różnych wariantów i zwrócić uwagę na ryzyka, których nie widać w standardowych raportach.

Czytaj dalej

13-tygodniowa prognoza płynności
Marża pokrycia: ile ze sprzedaży naprawdę zostaje?
Próg rentowności firmy: ile trzeba sprzedać, żeby wyjść na zero?
Samodumping. Jak firma sama zjada własną marżę
Duży klient, mały zysk? Jak ocenić rentowność klienta

Masz księgowość, ale nadal większość decyzji finansowych podejmujesz sam?

Jeżeli firma urosła, a płynność, marża, należności i zobowiązania coraz trudniej trzymać w jednym obrazie, możemy zacząć od krótkiej rozmowy o Twojej sytuacji.

Nie każda firma potrzebuje zewnętrznego dyrektora finansowego. Po 30 minutach powiem wprost, czy widzę sens takiej współpracy, czy problem można rozwiązać prostszym narzędziem.

Zobacz również: zewnętrzny dyrektor finansowy dla MŚP.

Kontakt:
biuro@ronin-consulting.pl
tel. 503 981 739

Jacek Piec – założyciel Ronin Consulting, doradca finansowy dla właścicieli MŚP specjalizujący się w marży, gotówce i płynności finansowej. Przez ponad 20 lat pracował w finansach w firmach takich jak Mars, AstraZeneca i Moderna. Pomaga firmom z produkcji, handlu i logistyki sprawdzić, gdzie uciekają pieniądze i co blokuje płynność. → Więcej o autorze

Tags: finanse operacyjne, fractional CFO, kontrola właścicielska, marża, płynność finansowa, raportowanie zarządcze, rentowność, zewnętrzny dyrektor finansowy
Samodumping. Jak firma sama zjada własną marżę, próbując zwiększyć sprzedaż

Porozmawiajmy o Twojej sytuacji

Umów krótką, bezpłatną konsultację lub napisz wiadomość — odezwiemy się w 24h robocze.